czwartek, 22 lutego 2018

Małe, mniejsze i jeszcze węższe



Na początek dwie informacje. Pierwsza dotyczy mojej książki: nadal można ją kupić przede wszystkim ode mnie - tak, jak to opisałam w poprzednim poście, czyli 9 grudnia. Inne źródła to sklepy: Outlet Tkanin i Kiltowo (stacjonarnie w Warszawie, ale też internetowo), To i Owo (internetowo) oraz Szpila szop (w Gdańsku i internetowo). Powoli zabieram się do rozsyłania książki do hurtowni książkowych, więc prawdopodobnie pojawi się na wiosnę w księgarniach. 
Druga informacja dotyczy bloga: padł mi komputer ze wszystkimi danymi, dopiero teraz udało się odratować moje zdjęcia, teksty, itd, więc wracam do pisania. Chociażby po to, by udowodnić, że po uszyciu i wydaniu książki nie leniuchowałam. Pracowałam bardzo DUUUŻO, chociaż nie wiem, czy to, co pokazuję poniżej, można określić tym wyrazem.
Zaczęło się od tego, że po szyciu patchworków do książki zostały mi skraweczki pięknej tkaniny Gütermanna, a na niej ptaszki, kwiatki, ważki itp. Same słodziaki, jednak zbyt małe, żeby do czegoś poważnego (czytaj: dużego) wykorzystać. Ale czy na pewno? Czeka mnie właśnie uszycie giganta 240x240 cm, więc chciałam mojej Janomce dać po przerwie najpierw coś łatwego (jak mi się wydawało) do uszycia.
Czyli mini quilt, a w zasadzie minimini quilt.
Chociażby taki:



Wiem, bywają mniejsze miniquilty, poprzednio szyłam broszki patchworkowe nie większe niż 3x3 cm, ale od czegoś trzeba zacząć. Mogę się za to pochwalić, że ramki naokoło ptaszka mają 2,5 cm przed zszyciem, a po zszyciu 1 cm, więc są dość wąskie. Ta pierwsza próba, a raczej powtórka z rozrywki, przypomniała mi o kilku sprawach. Po pierwsze, należy wcześniej przygotować sobie wszystkie paski, a przynajmniej jak najwięcej, żeby co chwila nie latać od deski do prasowania do maty, a potem do maszyny:


Tu mam przygotowane paski na trzy kolejne patchworczki, o czym poniżej. Przede wszystkim chciałam mieć je z głowy, bo szycie takich wąskich paseczków, a nawet węższych, jest trudne, więc koniecznie muszą być skrojone z dokładnością co do milimetra:


Trudne jest zwłaszcza odcinanie pasków z pasków tak, by się nie przesuwały. Dlatego kolejne cięłam już, korzystając z tej szczelinki, która znajduje się na 1/3 wysokości liniału. Bardzo to jest wygodne i szczerze tę linijkę (Clover) polecam.
Kolejna rzecz to prasowanie. Konieczne jest rozprasowywanie szwów. Tu z kolei przydaje się miniżelazko. Przyznam, że kiedy dostałam je w prezencie, myłlałam, że to będzie tylko taki bajer, którym pobawię się raz, czy dwa. Tymczasem przydatne jest naprawdę w wielu sytuacjach:


Przede wszystkim jest lekkie, a poza tym bardziej precyzyjne niż to duże. (Co przydaje się w przypadku jeszcze mniejszych skrawków - dowód poniżej)
Ramki wokół ptaszka prasowałam po każdym okrążeniu, ale nie zaszkodziłoby prasować po każdym szwie. Czego dowodem jest kolejny mini quilt, czyli maleńka chatka.


Zadowolona z pierwszego miniquiltu, zaczęłam kolejny - jak widać jeszcze bardziej mini, a przy okazji z jeszcze węższych pasków. Tym razem paski przed zszyciem miały 2 cm, po zszyciu 6, 7, a nawet 8 mm. No właśnie. Nie zrobiłam tego, o czym pisałam wcześniej. Nie prasowałam za każdym razem, kiedy kończyłam okrążenie, więc paski są już tu trochę nierówne, ale "trochę" przy takiej szerokości jest bardzo widoczne. Nie zrobiłam też kolejnej rzeczy, a mianowicie po każdym okrążeniu powinnam przeprowadzać kontrolę jakości - sprawdzać na macie, czy patchwork trzyma rozmiar i kształt. W przypadku patchworku składającego się z kilku bloków, które będzie trzeba jeszcze zszyć ze sobą, to jeszcze ważniejsze. Co widać poniżej.


3-centymetrowe (hmm) bloki, chociaż wydawało mi się, że skroiłam je idealnie i równo zszywałam, jednak wyszły trochę różnie i trzeba je będzie wyrównać. A przy okazji, jeśli miałabym je prasować normalnym żelazkiem... 


Tak wyglądają cztery bloki zszyte w jedną całość, ale to dopiero jedna dziewiąta całości

O tym, jak wygląda całość tych półchatek, a także jak mini patchworki wyglądają z tyłu napiszę następnym razem.

sobota, 9 grudnia 2017

Książka „Patchwork i quilt od podstaw”


Informacje dla osób pragnących kupić książkę:

Książka „Patchwork i quilt od podstaw” ma 184 strony, czyli objętość dwóch książek o tematyce craftingowej. Ma miękką, kartonową okładkę o aksamitnym wykończeniu, wydrukowana jest na matowym papierze kreda silk. W środku można znaleźć 568 zdjęć. Jest i klejona, i zszywana, więc będzie służyła przez wiele, wiele lat. Podzielona jest na cztery części: 1/ opis wszystkich potrzebnych gadżetów i sposoby ich użytkowania; 2/ patchwork, czyli zszywanie różnych kształtów łatek; 3/ quilting, czyli metody pikowania; 4/ wykańczanie na różne sposoby. Więcej o zawartości książki pisałam tutaj (klik), a poniżej umieszczam streszczenie całości oraz cztery przykładowe strony.








Gdzie można kupić 
Przez pierwsze 4-6 tygodni od dnia dzisiejszego (9 grudnia) książka będzie sprzedawana tylko i wyłącznie przeze mnie oraz (za kilka dni) przez zaprzyjaźnione sklepy - internetowo i stacjonarnie (np. Outlet Tkanin klik, Kiltowo klik). Dopiero po tym terminie pójdzie również do księgarni i prawdopodobnie Empiku. Książkę można kupić obecnie z niniejszego bloga. Od początku roku będzie dostępna też z mojej strony internetowej (która obecnie jest w tzw. budowie).

Cena

W przeciwieństwie do metody sprzedaży, którą stosują obecnie księgarnie, pierwsze osoby będą mogły kupić ode mnie książkę po cenie promocyjnej, a dopiero potem osiągnie ona cenę ostateczną. UWAGA z dnia 14 stycznia! Utrzymuję nadal cenę promocyjną, czyli książka jeszcze ciągle kosztuje 59 zł. Zarówno u mnie, jak i w zaprzyjaźnionych sklepach. Koszt promocyjny książki, czyli przez pierwsze cztery tygodnie (do 8 stycznia), wynosi 59 zł, po tym terminie książka będzie kosztować 66 zł. Każdy kupujący otrzyma potwierdzenie sprzedaży. (Książka wydana jest przez wydawnictwo Fibrum, które zarejestrowałam w zeszłym roku właśnie z myślą o niej). Jako osoba sprzedająca produkt przez internet mam też obowiązek oddzielnie poinformować kupujących o regulaminie sprzedaży i możliwościach zwrotu, które podaję na samym końcu.

Sposób zamawiania

Osoby zainteresowane kupnem książki proszę najpierw o zamówienie jej pod adresem mailowym: marzenakrzewicka@wp.pl. W mailu powinien znaleźć się zwrot: "Zamawiam książkę „Patchwork i quilt od podstaw”. Następnie proszę podać zamawianą ilość książek, adresata i adres, na który mają być wysłane oraz czy książka ma być z autografem lub dedykacją (jeśli z dedykacją, proszę podać treść), a także jaka ma być forma wysyłki (o czym poniżej). Następnie poproszę o przelew na konto Banku Millenium 63 1160 2202 0000 0003 2304 7306. W przelewie proszę o podanie takich danych, które ułatwią mi identyfikację osoby kupującej, czyli imienia i nazwiska oraz adresu – muszę wiedzieć, że wysyłam książkę właściwej osobie. Powyższe dane będą wykorzystane jedynie w celu wysłania książki, a także poinformowania osoby zamawiającej, że książka została wysłana.

Formy wysyłki

Książka będzie wysyłana za pomocą Poczty Polskiej tego samego dnia po otrzymaniu przelewu lub w ciągu następnych 1-2 dni. Koszt przesyłki wynosi 14 zł – powinna znaleźć się u adresata następnego dnia po wysyłce. Określenie powinna podkreślono mi na poczcie kilka razy :) Przy dwóch książkach koszt wysyłki wynosi 16 zł. Przesyłka trzech książek kosztuje 19 zł, warto więc zamawiać ją np. z kimś znajomym. Mogę również wysłać książkę do paczkomatu InPost - kosztuje to 12,99 zł. Osoby prowadzące sklepy i/lub zainteresowane zamówieniem większej ilości egzemplarzy proszę o wcześniejszy kontakt pod adresem mailowym marzenakrzewicka@wp.pl

Konkurs i warsztaty

W związku z wydaniem książki na Facebooku, na mojej stronie https://www.facebook.com/marzenakrzewickapatchwork/ przez cztery kolejne tygodnie w lutym dla osób kupujących będzie odbywał się konkurs, związany z książką i sponsorowany przez firmy, które przyczyniły się do jej powstania: Brother, Galplast, Juki, K.O.M.A (przedstawiciel Olfy) oraz Outlet Tkanin. Z góry zapraszam do udziału. Zapraszam również na warsztaty, które odbędą się w związku z premierą książki w Outlecie tkanin na ul. Czerniakowskiej 155 w Warszawie 27 i 28 grudnia. Udział w warsztatach dla osób, które kupiły książkę lub nabędą ją w trakcie warsztatów, będzie bezpłatny.

 
Książka „Patchwork i quilt od podstaw” - regulamin sprzedaży, zwroty i polityka prywatności
I. Informacje ogólne
1. Niniejszy regulamin dotyczy sprzedaży książki Marzeny Krzewickiej „Patchwork i quilt od podstaw”, która została wydana przez wydawnictwo Fibrum w 2017 roku. Sprzedaż prowadzi firma Fibrum Marzanna Krzewicka, ul. Fasolowa 23/21a, 02-482 Warszawa. Adres poczty elektronicznej marzenakrzewicka@wp.pl
2. Sprzedaż odbywa się za pośrednictwem witryny internetowej mananko.blogspot.com
II. Złożenie zamówienia
1. Klient zamawia książkę pod adresem mailowym marzenakrzewicka@wp.pl W mailu powinien znaleźć się zwrot: Zamawiam książkę „Patchwork i quilt od podstaw” oraz następujące dane: zamawiana ilość książek, imię i nazwisko adresata i adres, na który będzie realizowana wysyłka, oraz forma wysyłki. Książka na życzenie zamawiającego może być z autografem lub dedykacją (jeśli z dedykacją, zamawiający podaje w mailu jej treść).
2. Kupujący dokonuje przelewu na konto w Banku Millenium 63 1160 2202 0000 0003 2304 7306, w przelewie powinna znaleźć się suma kosztu książki oraz kosztów wysyłki.
III. Realizacja wysyłki
1. Po odnotowaniu przelewu firma Fibrum wysyła książkę przesyłką poleconą za Pomocą Poczty Polskiej zgodnie z wytycznymi podanymi na zamówieniu przez Klienta.
2. Wysyłka realizowana jest przez firmę Fibrum tego samego dnia po otrzymaniu przelewu lub w ciągu następnych 1-2 dni.
3. Zgodnie z cennikiem Poczty Polskiej koszt przesyłki poleconej priorytetowej wynosi 11 zł, wysyłka dwóch książek kosztuje 14 zł, a trzech 19 zł.
4. Firma Fibrum informuje kupującego drogą mailową, że książka została wysłana.
5. Firma Fibrum dołącza do przesyłki Potwierdzenie sprzedaży.
IV. Odstąpienie od kupna
1. Klient może zwrócić książkę sprzedającemu w terminie 14 dni przez złożenie stosownego oświadczenia, wysłanego na adres mailowy lub stacjonarny podany w pkt. I.1. Klient może sformułować oświadczenie samodzielnie.
2. Termin 14 dni następuje od daty dostarczenia książki.
3. Firma Fibrum z chwilą otrzymania oświadczenia od Klienta prześle na jego adres potwierdzenie otrzymania oświadczenia.
4. Prawo do zwrotu przysługuje Klientowi tylko wtedy, kiedy książka jest w dobrym stanie, czyli w takim, w jakim została mu wysłana: nie będzie zniszczona jej zawartość, grzbiet lub okładka, a także nie będzie zawierała śladów świadczących o jej kopiowaniu.
5. Zwrotowi nie ulega książka, w której na życzenie Klienta umieszczony został autograf lub dedykacja.
6. Książka w stanie nienaruszonym powinna zostać odesłana przez Klienta na adres firmy Fibrum podany w pkt. I.1 - niezwłocznie, nie później niż w ciągu 14 dni.
7. Firma Fibrum po otrzymaniu książki zwróci Klientowi poniesione przez niego koszty, nie później niż w ciągu 14 dni.
V. Ochrona danych osobowych
1. Podane przez Klienta dane firma Fibrum wykorzystuje zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, jedynie w związku ze sprzedażą książki.




środa, 29 listopada 2017

Projekt Mandala, cz.2: Pikowanie do góry nogami

Założenie było takie, że moja mandala z poprzedniego posta nie będzie szyta, a jedynie pikowana, i dobrze by było, żeby wyraźnie odcinała się od tła. Jednym słowem, powinnam użyć nici grubszych niż klasyczne 50 czy 40. 
Próbowałam wielokrotnie, ale oczywiście pikowanie maszynowe bardzo grubymi nićmi, takimi jak np. kordonek, po prostu nie wychodzi. Kordonek nie jest przeznaczony do szycia na maszynie - nici do szycia ręcznego są inaczej zbudowane i nie tak mocne, jak maszynowe (poza tym bardziej pyłkują). Nawet przy odpowiednio grubej igle kordonek szybko się wystrzępi, przechodząc przez jej uszko, a wcześniej przez mechanizm maszyny.
Okazuje się jednak, że grubymi nićmi naprawdę można pikować, tyle tylko, że niejako do góry nogami. Na czym to polega? Używamy nici grubych w bębenku, natomiast u góry zostawiamy zwykłe. W efekcie ta część quiltu, która w trakcie pracy znajduje się pod spodem, czyli jest zwrócona do bębenka, jest tak naprawdę wierzchem. Jaki to daje efekt? Na zdjęciach poniżej pokazuję najpierw prawą stronę pracy (jeszcze niewykończonej!), pikowanej różnymi rodzajami kordonków, a potem jej spód. Zdjęcia robione były dokładnie w tym samym miejscu, więc są jednakowo oświetlone. Jak widać, różnica jest bardzo duża. 


Technika ta, od angielskiego określenia bębenka, nazywa się bobin work. A do bębenka można wkładać nie tylko wyżej wymieniony kordonek, ale również włóczkę, różne ozdobne nici, a nawet cienkie wstążeczki lub tasiemki. Ale po kolei…
(Uwaga! Tutorial jest bardzo długi, więc podzieliłam go na dwie części. A raczej trzy, jeśli liczyć poprzedni post. Kolejna część ukaże się pojutrze.)


Napisałam powyżej, że na górę wkłada się zwykłe nici, ale to nie do końca prawda. Nici powinny być mocne, żeby "przeważyć" grubsze nici/włóczkę/itd, które włożymy do bębenka. I powinny być dobrane jak najbardziej kolorem do dolnych. Dlatego na górę w moim projekcie powędrowały bawełniane nici Gütermanna.
A co się dzieje na dole? Są trzy możliwości. Rozszczelniamy bębenek, który mamy (piszę o tym kawałek dalej), kupujemy oddzielny bębenek (i też go regulujemy) lub kupujemy specjalny zestaw do bobin work. Kiedy pierwszy raz eksperymentowałam z techniką bobin work ze trzy lata temu, próbowałam ją na mojej wysłużonej Janomce. Po pierwsze, bez problemu przesuwał się w bębenku jedynie niezbyt gruby kordonek. Po drugie, tym rozszczelnianiem, czyli skręcaniem i rozluźnianiem, tak sobie rozregulowałam bębenek, że po prostu odmówił dalszej współpracy. I nic dziwnego, przecież przeznaczony jest do klasycznego szycia lub pikowania.


"Rozkręciłam się bobinkowo" dopiero w zeszłym roku, kiedy, przygotowując książkę, korzystałam z maszyny NV 2600 Brothera. Firma proponuje do tej techniki oddzielny bębenek z możliwością takiego rozszczelnienia, żeby bez problemu na dole przesuwał się nie tylko kordonek, ale nawet włóczka, cienka tasiemka czy koronka. 
Niestety zestaw przeznaczony jest tylko do maszyn Brothera. Jeśli ktoś nie korzysta z takiej maszyny, a spodoba mu się ta technika, radziłabym po moich doświadczeniach kupić do niej oddzielny bębenek.


Kordonek, włóczkę, tasiemkę czy koronkę nawijamy na szpulkę ręcznie. Łatwiej jest w ten sposób nawinąć ten nietypowy wkład tak, by był równo i w miarę ściśle rozłożony Jeśli będzie nierówno, przy pikowaniu mogą pojawiać się pętelki. Wkład bardziej zbity lub twardy (np. niektóre rodzaje kordonków) można nawijać w miarę ścisło. Bardziej miękki, np. włóczka, nie może być mocno ściśnięty - kiedy puchate nitki wbiją się między siebie, trudniej rozwijają się ze szpulki. Moja rada! Im grubsza nić lub włóczka w bębenku, tym szybciej się kończy. Dlatego na wszelki wypadek warto nawinąć sobie kilka szpulek na zapas.

 
Montujemy bębenek do bobin work podobnie, jak zwykły bębenek, i wkładamy do niego szpulkę. Układamy kordonek lub inny wkład podobnie jak zwykłe nici, czyli wsuwamy w szczelinkę i przekładamy do tyłu. Zamykamy płytkę. Przekręcamy kółkiem znajdującym się z prawej strony maszyny, by obniżyć igłę, a potem ją podnieść. Nić dolna powinna wtedy zaczepić się o nić górną. Kiedy to nastąpi, pociągamy lekko za nić górną i za jej pomocą wyciągamy powoli nić dolną do góry. Uwaga, na zdjęciu mam zamocowaną stopkę do haftu (Brother NV2600 jest maszyno-hafciarką), ale lepiej używać zwykłej stopki do pikowania z wolnej ręki.


Ustawiamy pozycję igły na środku i…


...wkładamy pod igłę próbkę. To jest konieczne, bo nawet najlepiej ustawiona maszyna dostosowana jest do zwykłego szycia i pikowania. Trzeba więc najpierw sprawdzić, jak będzie się zachowywała z tak nietypowym wkładem, jak ten w bębenku. Przy pikowaniu, w którym jedna „nić” jest grubsza od drugiej, należy zrównoważyć tę różnicę, ustawiając naprężenie nici górnej: pokrętem w maszynie mechanicznej lub za pomocą odpowiedniej funkcji w maszynie komputerowej. Z panem Marcinem z Brothera miałam dyskusję na temat naprężenia górnego. Według firmy najlepsze jest jak największe - w NV2600 wynosi 8. Natomiast mi odpowiadało dużo mniejsze, bo wydawało mi się, że luźniej przesuwa się przy nim praca w trakcie pikowania. Wszystko jest kwestią preferencji, jednym słowem trzeba sprawdzić, najlepiej punkt po punkcie, jak zachowuje się maszyna przy konkretnym naprężeniu i które jej zachowanie najbardziej nam odpowiada.


Naprężenie nici dolnej również można wyregulować. Robimy to za pomocą niepozornej śrubki znajdującej się w każdym bębenku - zarówno rotacyjnym, jak i wahadłowym. Wyjmujemy bębenek z maszyny i śrubokręcikiem przekręcamy śrubkę - tę z jednym wyżłobieniem, nie z krzyżykowym. Zasada jest następująca: w lewo – luźniej, w prawo ciaśniej. Jednym słowem, jeśli do bębenka powędruje gruba włóczka, trzeba śrubkę przekręcić w lewo, a wtedy znajdująca się w nim szczelinka nieco się rozszerzy, przepuszczając włóczkę. Natomiast przy cieńszym kordonku, takie ekstremalne ustawienie nie jest konieczne. Proponuję, żeby „przykręcać śrubę" za każdym razem tylko odrobinę, powiedzmy o pół obrotu, sprawdzić efekt, znów przykręcić itd.
Kiedy na próbce nie pojawią się już okropne pętelki, a kordonek/włóczka/itp będą przesuwać się bez problemu, możemy wsunąć pracę pod igłę i zacząć pikować. Na początku nieco wolniej niż zwykle, a potem dopasowując tempo do swoich umiejętności.

O tym, na co zwracać uwagę przy pikowaniu, co nadaje się do bobinkowych eksperymentów, a także jak wygląda moja praca, w następnym poście, czyli: CDN.

środa, 11 października 2017

Projekt Mandala, cz.1: Jasne na ciemnym

Niestety nieco przesuwa się w czasie wydanie mojej książki, ponieważ prace wykończeniowe zajmują nam więcej czasu, niż optymistycznie wyliczyłam. Mam nadzieję, że termin listopadowy będzie już dla niej realny. Postanowiłam w tzw. międzyczasie pokazać czym, oprócz "szycia" książki, zajmowałam się w ciągu ostatnich miesięcy.

Przygotowując książkę, korzystałam w zeszłym roku między innymi z maszyny firmy Brother - Innovis NV2600 (klik). O kilka poziomów wyżej niż moja wysłużona już Janomka, Innovis jest nie tylko maszyną do szycia, ale również hafciarką. Poza tym umożliwia wykorzystanie różnych ciekawych technik. Podczas jej wizyty w moim domu, wypróbowałam kilka z nich. Jedną, którą opiszę w następnym poście, postanowiłam zastosować do realizacji pomysłu, który chodził mi po głowie już od bardzo dawna. Czyli do mandali.
Kiedy ogląda się niektóre mandale, nieco przerażająca jest ich szczegółowość. Te wszystkie drobiazgi, które pojawiają się czasami w projektach, nie wchodziły w grę, przynajmniej przy moim pierwszym podejściu, ale sam kształt – jak najbardziej.

Pierwszym krokiem do narysowania mandali jest swego rodzaju szkielet (później niewidoczny), na którym opiera się wszystkie ornamenty. Jest to siatka składająca się z linii prostych i kół, która wygląda na początku chociażby tak:


Natomiast po naniesieniu pierwszych kształtów tak:


Napisałam, że „szkielet” ma być niewidoczny i to okazało się pierwszym problemem do rozwiązania. Ponieważ nie miałam zamiaru rysować projektu na papierze, ale od razu na tkaninie, musiałam znaleźć takie kredki/markery/itp., o których wiedziałam, że można je z łatwością usunąć, kiedy całość będzie gotowa. Problem komplikował fakt, że mandala miała być zrobiona na granacie. Jak rysować jasno na ciemnym? Mogę polecić dwie, wypróbowane przeze mnie wielokrotnie rzeczy. 


Moje odkrycie z zeszłego roku to radełko z kredą, które od już dawna zachwalało mi kilka osób. Jest w formie dość grubego markera z pojemniczkiem, w którym znajduje się sypka kreda. Na dole zakończone jest tak, jak radełka krawieckie, czyli ząbkami. Jest jednak pomiędzy nimi dość duża różnica. Kiedy zwykłe radełko przyciśnie się do tkaniny, na jej powierzchni odciska się dość wyraźna wykropkowana kreska, którą nie zawsze można później usunąć. O taki efekt na pewno mi nie chodziło. Ząbki w "moim" radełku są delikatniejsze i nie należy ich wciskać w tkaninę. Mają jedynie ułatwić „poruszanie się” radełka, a także równomierne rozprowadzanie kredy. Kreda stopniowo wysypuje się z pojemniczka i osiada na tkaninie w postaci bardzo cienkiej (!) kreski. Podczas szycia nieco się osypuje, ale nadal jest bardzo wyraźna. A najważniejsze jest to, że z łatwością można ją usunąć – strzepując intensywnie lub sczesując ślady szczoteczką.
Radełko Clovera można kupić tutaj: (klik)

Do białego markera Clovera podchodziłam dość nieufnie. Wydawało mi się, że niemożliwe jest narysowanie jasnej kreski, która nie wsiąknie w tkaninę. Marker przetestowałam na brzegu projektu.



Na początku pomyślałam sobie, że mam rację, ponieważ kreska nie była zbyt wyraźna. Na moment odwróciłam wzrok, a w tym czasie kreska „uwyraźniła się”.


Marker usuwa się, przeprasowując żelazkiem lub po prostu piorąc.
Można go kupić w sklepie To i owo (klik)
Mandalę rysowałam na gotowej kanapce, czyli sfastrygowanych razem: spodzie, wypełnieniu i wierzchu. Najpierw powstały linie proste biegnące od czterech kątów, potem narysowałam linie od środka każdego boku. Na takim szkielecie oparłam koła. Ponieważ cyrkiel nie wchodził w grę, narysowałam je za pomocą szablonu do Dresden plate. 


I dopiero na tak gotowej siatce powstały bardzo proste wzory mandali (które zresztą w trakcie pracy modyfikowałam). Całość wygląda na razie nieco chaotycznie, ale wbrew pozorom jest czytelna.



O tym, na czym polegała sama praca, po co potrzebna była mi do niej zaawansowana maszyna Brothera, no i przede wszystkim, jaki był jej efekt, napiszę w przyszłym tygodniu w kolejnym poście.

wtorek, 25 lipca 2017

Patchwork i quilt od podstaw

Tym razem chciałam przedstawić swoje ostatnie patchworkowe dokonanie, czyli po prostu książkę. Wymyślałam ją, szyłam, pisałam, czasami fotografowałam przez ostatnie 10 miesięcy. 
I wreszcie na sam koniec powstała jej okładka. 

Zapomniałam dodać, że debiutuję tą książką jako wydawca, ale to opowieść na zupełnie inny wpis.

Patchworkową książkę wymarzyłam sobie kilkanaście lat temu, kiedy po długiej przerwie wróciłam do szycia. Wróciłam, zakochałam się, tym razem na dobre, i mocno się zdziwiłam.
Zdziwiłam się, bo po pierwsze okazało się, że nie jestem jedyną osobą w Polsce, która zainfekowała się szyciem łatek i że takich patchworkofanek, jak ja, jest mnóstwo. Nie mówiąc o tym, że stanowią zbiór ciekawych i superkreatywnych osobowości, i że lubię się z nimi spotykać w realu i online. Ale też po drugie zdziwiłam się, bo rynek, powoli, ale jednak, zaczął odpowiadać na nasze potrzeby. Na szczęście, niektóre quilterki wzięły po prostu sprawę w swoje ręce i mamy już quilt shopy prowadzone przez osoby, które znają się na rzeczy (chociażby wspomnę Ładne Tkaniny, Kiltowo, B-craft, itd., itp.), ale też inne sklepy stacjonarne i online zaczęły proponować oddzielny patchworkowy asortyment (np. Outlet Tkanin, To i owo).
Jednak wśród tego asortymentu brakuje książek. I to brakuje bardzo. Wiem o tym, bo razem z Anią Sławińską pomagałam redagować pierwszy patchworkowy dodatek do „Mollie potrafi”, który rozszedł się jak świeże bułeczki i był dodrukowywany. To samo było z kolejnym, który tłumaczyłam w zeszłym roku. Pojawiło się też w ostatnich latach kilka książek około-patchworkowych. Nadal jednak brakuje pozycji, która w przystępny, ale też szczegółowy sposób pokazałaby przygotowywanie patchworków/quiltów od A do Zet. My w Polsce, w przeciwieństwie do mieszkanek krajów anglosaskich, nie odziedziczyłyśmy tej umiejętności od mam i babć. Owszem, możemy posiłkować się Internetem, ale za każdym razem będzie to wiedza wycinkowa. Z kolei książki pisane w języku angielskim często prześlizgują się po tematach, które u nas nie są takie oczywiste, jak są dla quilterki mieszkającej w USA.

I stąd mój pomysł na napisanie książki „Patchwork i quilt od podstaw”. Będę o niej jeszcze pisała wielokrotnie, ale już teraz podaję podstawowe informacje.
 
Książka ma 184 strony, czyli tyle, ile dwie typowe książki craftingowe. Ze względu na podwójną objętość będzie i zszywana, i klejona, więc nie ma szans, by rozleciała się w ręku, jak niektóre wydawane obecnie publikacje. Wydana będzie na bardzo dobrej jakości papierze, żeby opłacił się wysiłek współpracujących ze mną fotografów (zwłaszcza utalentowanej Joanny Grabowskiej) i oraz grafika Krzysztofa Kubickiego, który w zasadzie komponował każdą stronę oddzielnie, ciągle zadziwiając mnie swoimi pomysłami. Skoro jestem przy zdjęciach, chciałam wspomnieć o tym, że większość z nich powstawała w moim małym mieszkanku, ale też byłam na „sesji wyjazdowej” w: Ładnych tkaninach (dzięki Urszula i Magdalena za pozowanie) oraz w Outlecie tkanin, który przyjął mnie, kiedy potrzebna mi była na chwilę maszyna Juki (wielkie dzięki, Ula i Gosia!). A skoro jesteśmy przy pozowaniu, powinnam jeszcze wymienić Monikę Grabowską i Anię Ploch, które wprawdzie nie będą widoczne na zdjęciach w całej okazałości, ale jako modelki wykonały kawał dobrej roboty.

Ok, wracamy do książki. Pogubiłam się w ilości, ale wydaje mi się, że będzie w niej jakieś 600-650 zdjęć, w większości instruktażowych. Przykład? Sam temat obszywania lamówką brzegów muszelkowych ma 16 fotek ilustrujących czynności punkt po punkcie.

Książka podzielona jest na cztery części:

I Zanim zasiądziesz do szycia Piszę o wszystkim, co przydatne jest w trakcie powstawania quiltów. Jednak zamiast robić typowe pitu pitu (kup sobie maszynę, linijkę, matę nóż krążkowy i do dzieła) po kolei i szczegółowo wyjaśniam „jak to się robi”. Maszyna ci pętelkuje? Zapraszam na str. 14-15, gdzie punkt po punkcie (konkretnie jest tych punktów siedem), wyjaśniam (po konsultacjach ze specjalistami z EMB Systems, reprezentanta firmy Brother), co może być tego przyczyną i jak sobie poradzić. Nie lubisz prasować? Na str. 30-35 wyjaśniam, dlaczego jest to konieczne nie tylko dla dobra tkaniny, ale też Twoich kolejnych poczynań przy powstaniu patchworku.
II Lekcja geometrii Bynajmniej nie piszę w tej części, jak uszyć narzutę dwa na dwa metry, koniecznie z kwadratów 5x5 cali i z tkanin, jakie ja wybrałam. W ogóle nie podaję przepisów na konkretne dania patchworkowe. Za to punkt po punkcie, a raczej figura geometryczna po figurze, opisuję zszywanie pasków, kwadratów, trójkątów (7 sposobów), sześciokątów (w tym 2 rewelacyjne metody na maszynie), kół, ćwiartek, crazy. W tej części znajdzie się też English Paper Piecing (wyjątkowo, bo całość poświęcona jest szyciu maszynowemu) i Foundation Paper Piecing. Jednym słowem: podaję sprawdzone i skrótowe sposoby na zszywanie łatek różnych kształtów: szybko, łatwo i przyjemnie.
III Pikowanie bez stresu. Przede wszystkim osiem stron poświęconych jest kanapkowaniu, bo to podstawa bezstresowego pikowania. Piszę też o pikowaniu prostym (w szwie, obok szwu i po linii), według szablonu, a także oczywiście z wolnej ręki. Opisuję rozterki przy wybieraniu wzoru i różne możliwości. Końcowe osiem stron poświęciłam na cztery wersje modnej ostatnimi laty metody Quilt as you go.
IV To już jest koniec. Opisuję różne sposoby wykańczania - konkretnie jest ich 11 - również quiltów o nietypowych kształtach. Pokazuję też osiem dodatkowych propozycjo-możliwości. No i na koniec podaję kilka podstawowych informacji na temat dbania o quilty i ich przechowywania.

Wspomniałam wcześniej o moich współpracownikach, ale książka oczywiście nie powstałaby bez sponsorów. W trakcie szycia korzystałam z dwóch maszyn: maszyno-hafciarki Innovis NV2600 Brother, którą użyczyła mi firma EMB Systems, oraz stebnówki TL 2010Q firmy Juki. Tkaniny, z których szyłam, były częściowo mojego autorstwa (ręcznie farbowane), ale w większości wybrałam je w sklepach Kiltowo, Ładne tkaniny oraz Outlet Tkanin. Tkaniny oraz nici firmy Gütermann, ale też akcesoria patchworkowe firm Clover i Prym udostępniła mi hurtownia Galplast. Z charakterystycznych noży krążkowych, mat i linijek firmy Olfa korzystam dzięki uprzejmości firmy K.O.M.A.


I jeszcze termin. Książka wędruje do drukarni w połowie sierpnia, kategorycznie oznajmiono mi, że będzie drukować się minimum 10 dni. Mam jednak nadzieję, że potrwa to krócej. Sprzedawana będzie przeze mnie na mojej stronie internetowej (na razie w budowie), będzie też miała swoją stronę na FB.
Kolejne informację będę podawała na bieżąco.


PS: Bardzo ważna sprawa. Patronem honorowym mojej książki jest Stowarzyszenie Polskiego Patchworku!!!